środa, 4 marca 2015

Ustalając datę ślubu - pięć ważnych czynników, które przyszły mi na myśl

Już po zaręczynach, emocje powoli opadają. Często na przyjęciu zaręczynowym albo przy okazji pierwszego spotkania po zaręczynach z danymi członkami rodziny (ze względu na ponad 240 km odległość między naszymi domami rodzinnymi nie mieliśmy przyjęcia zaręczynowego) padają pytania na temat Waszej przyszłości. Czasami jest to bardzo duża liczba, czasami i kilka konkretnych pytań potrafi doprowadzić świeżo upieczonych narzeczonych do szału. Nas ominął ten etap, ponieważ byliśmy razem już tak długo, że zdążyliśmy wszystko omówić - czy chcemy dzieci, gdzie chcemy mieszkać, kiedy zamieszkamy razem i kiedy ślub.

Jeśli jesteście typami osób, które lubią mieć wszystko zaplanowane, pewnie już macie pomysł, co i jak. Być może wiecie nawet, od czego zacząć i natychmiast zabieracie się do pracy - fantastycznie! Nie ma nic lepszego, niż wiedza, czego się chce i możliwość osiągnięcia tego.

Jeśli jednak nie wiecie jeszcze, kiedy chcecie się pobrać i nie rozmawialiście na ten temat - nie ma pośpiechu, ale jest to dobra okazja, żeby zacząć. 

Warto dać sobie pewien czas na przemyślenie, czego chcemy, ponieważ na wybór daty ślubu wpływ ma wiele czynników. 

Po pierwsze, czy planujecie niewielką ceremonię w gronie tylko najbliższych osób, czy jednak marzycie o większym weselu - im więcej gości, tym więcej szczegółów domaga się ustalenia, więcej osób należy powiadomić i zaprosić oraz prawdopodobnie będą na to potrzebne większe fundusze. 

Po drugie, wiele par decyduje się najpierw na wspólne zamieszkanie, i jeśli to się sprawdzi - dopiero wyznaczają datę ślubu. Moim zdaniem jest to całkiem niezły pomysł - macie szansę się jeszcze lepiej poznać, dopasować do siebie i przekonać, że oto dokonaliście najlepszego możliwego wyboru!.. Albo nie. Wtedy też trzeba się zastanowić, co dalej. Załóżmy jednak optymistyczny scenariusz. 

Spotkałam się z poglądem, że wspólne mieszkanie przed ślubem opóźnia lub nawet pozostawia w sferze marzeń sam ślub - bo przecież czym innym jest małżeństwo, jak nie wspólnym mieszkaniem (między innymi). Rzekomo skoro narzeczeni mają siebie nawzajem, ale niekoniecznie poczuwają się do wszystkich obowiązków, które podobno są konieczne w małżeństwie i nie uznają ich za swoje obowiązki, żyje im się za dobrze, żeby coś zmieniać. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale odkładam na bok wszelkie światopoglądy i przekonania - każdy człowiek jest inny, zatem każda para będzie inna i ma prawo do własnych decyzji. O wspólnym mieszkaniu przed ślubem będzie zatem innym razem. 

Po trzecie, lokalizacja. Jeśli macie zamiar pobrać się i świętować w budynku, to pora roku ma mniejsze znaczenie. Jednak chcąc przeżywać te jedyne w swoim rodzaju wydarzenia chociaż trochę na świeżym powietrzu, prawdopodobnie wybierzecie cieplejszą porę roku. Oczywiście, znajdą się tacy, których zachwyci zimowy plener i mimo siarczystego mrozu (który nas w tym roku nie zaszczycił swoją obecnością) zorganizują część uroczystości na zewnątrz. 

Po czwarte, własne upodobania. Ja zawsze wolałam ciepłe pory roku, a moim marzeniem jest ślub plenerowy, co dzięki nowym przepisom jest możliwe. Od 1. marca możemy pobrać się poza budynkiem Urzędu Stanu Cywilnego. Wiąże się to z dodatkowym kosztem 1000 zł. Nie wiem, jakie stanowisko mają w tej kwestii władze kościelne, ponieważ taka ceremonia nigdy nas nie interesowała. Podejrzewam jednak, że ze względu na urok wielu świątyń ślub plenerowy kościelny będzie trochę rzadszy. 

Po piąte, realne możliwości finansowe i organizacyjne oraz wydarzenia rodzinne (inne wesele w rodzinie, chrzciny czy inne ważne okazje, które ze swojej natury wolą być celebrowane osobno). Jeśli na ślub zbieracie fundusze sami, możecie potrzebować trochę więcej czasu, aż dojdziecie do pełnej kwoty. Przy pomocy rodziców i reszty rodziny zazwyczaj również nie jest tak, że pieniądze są dostępne natychmiast i bezwarunkowo.
Trzeba również pamiętać o sprawach organizacyjnych - znalezieniu i zarezerwowaniu sali (półtora roku przed planowaną datą mamy termin piątkowy, ponieważ nie było sobotnich, a nie odpowiada nam żadne inne miejsce), terminu w kościele czy w urzędzie, a wreszcie - czasu swoich gości, którzy mogą mieć plany wakacyjne już kilka miesięcy wcześniej i nie chcą rezygnować z jednego urlopu w roku... nie oznacza to, oczywiście, że musimy wszystkich zadowolić i do wszystkich się dostosować, ale że odpowiednio wcześnie powinniśmy najważniejsze osoby poinformować o ustalonej dacie ślubu. My, mając rodzinę w Holandii, już poinformowaliśmy ją o naszych planach matrymonialnych, ponieważ wizyta w Polsce wiąże się nie tylko z nakładem finansowym, ale i z wcześniejszym zorganizowaniem całej wyprawy.

Z pewnością nie wymieniłam wszystkiego - nie sposób zawrzeć tylu informacji w raczej krótkim tekście, a o części mogłam zapomnieć, albo nawet nie pomyśleć! :) Jeśli coś Wam przyjdzie do głowy, piszcie w komentarzach :). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz