wtorek, 31 marca 2015

Wielkanocne wojny

Jesteśmy zaręczeni od grudnia 2013. roku. To oznacza, że to nasza druga wspólna Wielkanoc (jako narzeczonych). To prawda, jesteśmy ateistami, jednak ponieważ nasze rodziny te święta obchodzą, to bierzemy w nich udział - żeby zrobić bliskim przyjemność i spędzić z nimi trochę czasu.

Jako że PM nie jest wielkim fanem świąt, dwa lata temu na Wielkanoc zwyczajnie nie pojechał, a w zeszłym roku śniadanie wielkanocne jedliśmy z moją rodziną. Po śniadaniu - żeby też nie wprowadzać rodziny w konsternację (bo co zjedzą wegetarianie na obiad świąteczny?!) - pojechaliśmy do Warszawy, gdzie wówczas PM mieszkał i spędziliśmy kilka uroczych dni na braku świętowania i odpoczęliśmy przed powrotem do obowiązków. W tym roku mieszkamy już razem i święta będą nieco inne.

Śniadanie wielkanocne, już chyba tradycyjnie -  będzie u moich Dziadków. Potem przyjadą rodzice PM i jego siostra, więc świąteczny obiad jest na nas... Nie trudno się domyślić, że przygotowania rozpoczęliśmy dużo wcześniej - od wojny z piekarnikiem.

Nie wiem, gdzie zobaczyłam po raz pierwszy sernik nowojorski. Nie pamiętam nawet, czego szukałam. Ale spodobały mi się zdjęcia na blogach i postanowiłam zamienić je na czyny, żeby przed Wielkanocą poćwiczyć sernik, którym będę raczyła nasze rodziny. Wybrałam przepis stąd, dopasowałam go jednak do mojej małej foremki o średnicy 18 cm i do naszych możliwości finansowych (serki Philadephia są dość drogie). 

Ostatecznie, przepis trzeba było dopasować jeszcze bardziej, niż na początku sądziliśmy - zwłaszcza, że jak w kuchni pracują dwie osoby, to dużo szybciej idzie :). 

Nasze proporcje:
2 serki Philadephia, resztę stanowiły serki Twój Smak
ok. 150 g ciastek Belvita
przynajmniej 60g masła 
śmietana 22% Piątnicy (do sałatek)
130g cukru
2 jajka
1/2 łyżki esencji waniliowej
1/2 łyżki mąki 

Z wyłożeniem formy papierem do pieczenia były problemy i myślę, że tortownica była kiepskim pomysłem - w trakcie pieczenia masło wylało się na dno piekarnika i zadymiło nam całe mieszkanie. Aż oczy piekły! Ze względu na bardzo kiepski piekarnik w tym mieszkaniu właśnie, sernik musiał się piec około 1 godziny i 40 minut. Kiedy wystygł, nocował w lodówce. Rano jedliśmy go z sosem ze zmiksowanych mrożonych truskawek. Zdjęcie udało mi się zrobić jednemu z ostatnich kawałków dopiero wieczorem i wyglądał tak: 


Zdjęcie nie jest najlepsze, ale daje jakiś pogląd na efekt końcowy :). 

Następnym razem z pewnością wybierzemy foremkę bez jakichkolwiek przerw i zrobimy mniejszą, mniej słodką masę serową. 

A Wy, jak spędzacie Wielkanoc? Gotujecie razem? :) 


środa, 18 marca 2015

W zdrowiu i w chorobie...

Przygotowując się do ślubu, pary młode zazwyczaj myślą najmniej o tym, do czego się zobowiązują względem siebie. Jest tak wiele do zrobienia, przygotowania, zorganizowania, o tak wielu szczegółach trzeba pamiętać, jednocześnie ogarniając całość... Przyrzekamy sobie opiekować się sobą wzajemnie, działać na rzecz tego, żeby małżeństwo było szczęśliwe... Początkowo myślałam o tym, że po wpisie o przysiędze na Zrób Swój Ślub, nie będę poruszała tego tematu - Maciek tak zgrabnie wszystko opisał, że co bym miała dodać? Jeśli już czytaliście mojego bloga, wiecie, że jakiś czas temu zachorowałam na krztusiec. Myśleliśmy, że po kilku tygodniach leżenia i leczenia, w końcu będę mogła wstać i powoli wracać do normalnego rytmu, radośnie wdrażać się w swoje obowiązki (tak, jest to coś, co sprawia mi radość - dobrze wykonana praca, niezależnie od tego, czy jest to zrobienie kanapki, sernika, posprzątanie, czy są to moje obowiązki na studiach). Myliliśmy się - z powodu bólu nie byłam dzisiaj w stanie wstać z łóżka. I dlatego będzie o przysiędze - o tym, że obiecujemy sobie nawzajem być razem na dobre i na złe. 

Nie sądzę, że wiele par młodych w okresie przygotowań myśli o chorobie, bo nieczęsto poważniejsze dolegliwości dotykają młodych, zdrowych ludzi. Kiedy zaczyna się choroba, wtedy właśnie bardzo komplikuje się życie - jeśli choroba trwa krótko i nie jest poważna, zazwyczaj niewiele zmienia. U nas był to półtoramiesięczny okres, kiedy raz czułam się lepiej, raz gorzej - jednego dnia byłam w stanie spokojnie zrobić obiad, a następnego trudno mi było nawet jeść. Prawidłowa diagnoza padła dopiero w czwartym tygodniu choroby - krztusiec jest wyjątkowo trudny do wykrycia, ponieważ objawy tej choroby są charakterystyczne również dla kilku innych, od wielu lat bardziej popularnych chorób. Jednak odkąd panuje trend na nieszczepienie dzieci, możemy się spodziewać wszystkiego - łącznie z tym, że może nas dopaść krztusiec lub odra, jeśli akurat Wasza odporność nie lubi szczepień lub nie mieliście dawki przypominającej, kiedy powinniście ją mieć (mowa o szczepieniu na krztusiec). Oczywiście, w porównaniu z wieloma schorzeniami krztusiec u młodej osoby to małe piwo, jednak zostawia swój ślad na kilka lat - na przykład w postaci suchego, duszącego i bardzo wyczerpującego kaszlu, który przez około 5 lat po chorobie może nawracać przy każdej infekcji, a już na pewno powraca przy paleniu papierosów. Więcej możecie doczytać w Internecie (choć zazwyczaj uważam, że lepiej zasięgnąć opinii lekarza, jest kilka stron, które dają całkiem niezłe wyobrażenie o tym choróbsku). 

Można to potraktować jako okres próby. Jeśli Twoja druga połowa przez kilka tygodni prawie nie wstaje z łóżka, kaszle tak, że może uszkodzić swoje żebra i pluje, nie jest to komfortowa sytuacja, mówiąc delikatnie. Nie łączy nas jeszcze węzeł małżeński, o którym się mówi, że mobilizuje ludzi do wielu rzeczy, jednak muszę przyznać, że jestem pewna, że mój PM (Przyszły Mąż) wie, co oznacza na dobre i na złe, kiedy mówi mi, że będzie ze mną zawsze i niezależnie od okoliczności... W naszym wieku tak ciężkie przechodzenie choroby jest rzadkością. Słyszałam o wielu sytuacjach, kiedy ludzie opuszczali drugie z powodu choroby, ale też o jednakowej lub nawet większej liczbie przypadków, kiedy zostawali i więź umacniała się. 

Chora osoba potrzebuje wsparcia. Nie tylko ciepłych życzeń powrotu do zdrowia, choć i te są mile widziane, ale faktycznej pomocy. Czasami nawet opieki... To bardzo okrutny test, który serwuje nam nasze życie. Jeśli choroba jest długa i ciężka w przebiegu, w pewnym sensie przeżywa ją całe otoczenie chorego

Prawdopodobnie będziecie sobie składać przysięgę w zdrowiu (oby tak było!). Być może (i tego Wam życzę) tego typu przykre sytuacje nigdy nie będą miały miejsca w Waszym małżeństwie i spokojnie dożyjecie razem późnej starości. Pamiętajcie jednak, że ta przysięga wiąże zawsze, dopóki jesteście razem, bez zmian. Że związek to poświęcenie jakiejś części siebie - na przykład czasu, który można przecież wykorzystać na coś innego - żeby być z kimś, być lepszą wersją samego siebie. 

Wiem, że ten wpis jest trochę ponury, ale moim zdaniem - konieczny. Nikt nie chce być chory. Nawet w chorobie Wasza druga połowa pozostaje tym samym człowiekiem, którego tak bardzo kochacie - mimo, że od dwóch tygodni wszystko jest na Waszej głowie i sami już czujecie się okropnie od samego okropnego nastroju unoszącego się w powietrzu. Nawet, jeśli narzeka, nie chce jeść, lub czasami czegoś po sobie nie sprzątnie, wracając do łóżka. Mój PM zdał ten egzamin. A Wy? 

poniedziałek, 16 marca 2015

Lista gości - po co tworzyć ją wcześniej?

Naszą listę gości utworzyliśmy już jakiś czas temu, choć z pewnością jeszcze ulegnie zmianie - zostało nam mniej, niż półtora roku do ślubu. Wydaje się, że to bardzo dużo czasu, jednak gdy ślubne przygotowania ruszą już pełną parą, czas zacznie nam pewnie przeciekać przez palce... Dlatego warto pewne rzeczy wcześniej omówić i ustalić, żeby podjęcie decyzji nie było okupione wielogodzinnymi przemyśleniami, a może i sprzeczką - nie oszukujmy się, im bliżej ślubu, tym więcej emocji, i nie zawsze będziemy w stanie nad sobą panować. 

Listę gości naprawdę warto przygotować wcześniej. Oczywiście, nie będzie to jeszcze ostateczna decyzja, ale pewna wersja robocza, która przyda nam się przy załatwianiu więcej, niż jednej sprawy. 

Po co tworzymy listę gości wcześniej? 

1. Żeby orientacyjnie określić budżet, jaki jest potrzebny na zorganizowanie ślubu i wesela - koszt sali i cateringu, zaproszeń, czy podziękowań dla gości - to pierwsze rzeczy, o których pomyślałam. Więcej osób oznacza większy koszt, a więc dłuższe zbieranie lub większą pożyczkę od rodziny. Myśląc o tym możecie łatwo przekonać się, czy zależy Wam na bardzo dużym i hucznym weselu, czy jednak wolicie spokojniejszą, mniejszą uroczystość - jeśli przechodzą Was dreszcze na myśl o wydaniu większych kwot, to może nie warto organizować wielkie wesele? Jeśli już w pierwszej chwili nie macie ochoty opłacić tzw. talerzyka dla jakiegoś gościa, warto się zastanowić, czemu chcecie go zaprosić, i czy to naprawdę konieczne (nie namawiam Was do zorganizowania mniejszego wesela, niż byście chcieli, sugeruję tylko, żebyście dobrze się zastanowili, kogo chcecie w tym szczególnym dniu zobaczyć). Im szybciej będziecie wiedzieli, ile pieniędzy potrzebujecie, tym lepiej dla Was. 

2. Żeby zorientować się, jak dużej sali potrzebujecie i czy część gości nie chciałaby potencjalnie skorzystać z noclegu
Wiele hoteli i sal już na swoich stronach pisze, jaką liczbę gości mogą pomieścić. Wybierając miejsce wesela warto zorientować się, czy goście pomieszczą się w jednej sali, czy potrzebne będzie wynajęcie drugiej, na przykład jako parkietu. Jeśli jesteście z różnych miast, przypomnicie sobie przy okazji, jaka część gości będzie jechała z daleka, i czy będą potrzebowali noclegu na miejscu. Jeśli mogą spać u Waszej rodziny/znajomych - super! Czasami wybiera się jednak zamiejskie ośrodki - zwłaszcza latem, gdy można zrobić wesele w plenerze - i warto, żeby nocleg dla gości nie był daleko. Szczególnie, jeśli wesele zacznie się wieczorem i ma potrwać do rana. Dobrym pomysłem jest wtedy zorganizowanie wesela na przykład w hotelu, który ma zarówno salę, jak i pokoje - często przy organizacji wesela i rezerwowania noclegu w jednym hotelu, na usługi hotelowe można otrzymać zniżkę, która pozostanie nie bez znaczenia dla Waszego budżetu. 

3. Żeby wiedzieć, ilu wyjątkowych gości jest na liście. 
Mam na myśli głównie dzieci i osoby starsze, które mogą mieć inne potrzeby, niż reszta gości. Warto tutaj pamiętać o miejscu do odpoczynku, a jeśli dzieci jest więcej - o zorganizowaniu dla nich fajnej aktywności, która pozwoli ich rodzicom dobrze się bawić i nie martwić o pociechy bardziej, niż zwykle, a maluchom zorganizuje czas i nie dopuści do nudy wśród najmłodszych uczestników. 
Osoby starsze mogą potrzebować odpoczynku, a także miejsca, z którego będą mogły wszystko widzieć - zwłaszcza, jeśli mają trudności z poruszaniem się. Jeśli te osoby są Wam szczególnie bliskie, może warto pomyśleć o jakimś wyróżnieniu ich w tym dniu? 

4. Żeby wiedzieć, czy macie gości ze specjalną dietą. 
Nie mówię tylko o diecie z wyboru - czyli o wegetarianach lub weganach, którzy na tradycyjnych polskich weselach nie bardzo mają co jeść poza ciastem i kilkoma sałatkami - choć warto o nich pomyśleć, to moim zdaniem szczególnie ważna będzie pamięć o dietach związanych ze zdrowiem Waszych gości - przecież nie chcecie, żeby ktokolwiek był głodny lub źle się czuł, bo zjadł coś, czego jeść nie powinien! Często osoby starsze mogą mieć problem z pewnymi pokarmami, dzieci niektóre produkty, warzywa czy grzyby mogą jeść dopiero od któregoś roku życia. Na naszym weselu będą prawdopodobnie goście na diecie bezglutenowej!

5. Żeby zorientować się, czy wolicie zaproszenia wypisywane ręcznie, czy spersonalizowane w drukarni, i do jakiej części gości chcecie się wybrać osobiście, a którym zaproszenie możecie wysłać pocztą
Obecnie wybór zaproszeń jest bardziej skomplikowany, niż na przykład 10 lat temu - to dlatego, że mamy o wiele więcej możliwości. Czy wyobrażacie sobie na przykład samodzielne wykonanie zaproszeń dla wszystkich Waszych gości, czy zdecydowanie wolicie powierzyć tę sprawę drukarni, bo sami nie dacie sobie rady, choć bardzo byście chcieli? A może boicie się pomylić przy wypisywaniu? Zawsze warto zamówić/zrobić kilka dodatkowych zaproszeń, tak na wszelki wypadek. 
Do ilu gości wybierzecie się z zaproszeniami osobiście? Czy są tacy, którzy mieszkają w tym samym mieście lub dzielnicy? Wiedząc to wcześniej i świadomie planując, możecie zaoszczędzić nie tylko swój czas, ale i pieniądze - być może dzięki temu zaoszczędzicie sobie zbędnej, dłuższej podróży?

Warto stworzyć sobie dwie listy gości - krótką, na której znajdą się goście, bez których nie wyobrażacie sobie swojego ślubu i wesela, która pewnie pozostanie bez zmian, i dłuższą - zawierającą dalszych krewnych, znajomych, czy kolegów z pracy. Ta druga może się jeszcze zmienić wiele razy. 

Reasumując, taka wstępna lista bardzo ułatwi Wam planowanie ślubu i wesela - rozmawiając z usługodawcami, nie będziecie się zastanawiać, czego potrzebujecie - będziecie wiedzieli przynajmniej te części, które dotyczą przeliczeń na jednego gościa, np. wielkość tortu, ilość alkoholu, ilość napojów bezalkoholowych. Mając gdzieś na wierzchu taką listę z dopisanymi hasłowo szczegółami, raczej nie zapomnicie o noclegach, pytaniu o wielkość sal czy odległości sali od najbliższego hotelu :). 

Czy macie już swoje listy gości? Jak wcześnie je tworzycie? 

niedziela, 15 marca 2015

Pies na weselu?

Wielokrotnie widziałam na Pintereście zdjęcia ze ślubów, na których były psy pary młodej! Są tak urocze i pełne emocji, że nie wyobrażam sobie, żeby w tym dniu zabrakło naszego przybranego dziecka :).  W Polsce jednak nigdy na takim weselu nie byłam, więc jeszcze nie do końca wiem, jak to rozwiążemy, ale nie sądzę, żebyśmy zmienili zdanie - nasz psiak jest z nami prawie wszędzie! Warto jednak pamiętać, że nie każdy pupil zniesie taki wysiłek..

Jaki pies może dać sobie radę? Zdrowy i towarzyski, ale przede wszystkim karny. Pamiętajcie, że choć Wasz pupil w domu może być słodkim kanapowcem, w sytuacji stresowej nie da się przewidzieć, jak się zachowa - może pokazać zęby, warknąć, a nawet ugryźć. Nowe miejsce i dużo osób, nawet znanych, nie zawsze tworzy dla psa komfortową sytuację. Łatwo zrozumieć, jeśli nie będziecie chcieli w tym dniu "martwić się" psiakiem - w końcu emocje sięgają zenitu, pobieracie się! To wielki krok w Waszym życiu i jeśli chcecie się tego dnia skupić na sobie, jest to całkowicie zrozumiałe i zdrowe. W trakcie przygotowań czy nawet ślubu (czy ktoś wie, czy zwierzęta wpuszczają do kościołów?) może nie być możliwości, żeby pupil był z Wami. Również sale weselne mogą nie wyrazić zgody na jego obecność, a Wy macie już wystarczająco na głowie. 

My jednak - mimo tych wszystkich argumentów - doszliśmy do wniosku, że bardziej skrzywdzony będzie opuszczony psiak, niż psiak w nowej sytuacji, do której dobrze go przygotujemy. 

Nasze przyjęcie będzie niewielkie, ale nasz maluch będzie znał tylko połowę gości, a jeszcze węższe grono będzie mu blisko znane - nawet dla tak energicznego i towarzyskiego stworzenia, będzie to duży ładunek emocjonalny. Wydaje mi się jednak, że na wiele można się w porę przygotować jeśli tylko się o tym pomyśli. Co więc planujemy zrobić, żeby nasz przybrany psi syn mógł spędzić z nami ten dzień? 

Po pierwsze, pójdziemy z nim na szkolenie, czyli do tzw. psiego przedszkola. Choć nasz pies ma już dziewięć miesięcy, nigdy w takim nie był - szkoliliśmy go w domu. Zna podstawowe komendy, takie jak "siad", "leżeć", "zostań", "spokój", "hop", "podaj łapę" czy "przybij piątkę", ale chodzenie przy nodze? Nie. Mam wrażenie, że jest na to jeszcze trochę za młody, a co za tym idzie, nie umie jeszcze opanować szaleńczej radości spaceru. Robi jednak postępy, którym warto pomóc. 

Po drugie, pewnie wybierzemy się na wizytę do behawiorysty, żeby powiedział nam, jak w konkretnych sytuacjach może się zachować nasz pies, i jak możemy mu wtedy pomóc.

Kolejna będzie wizyta u weterynarza - chociaż chodzimy z małym regularnie, nie zaszkodzi dodatkowy przegląd i porada. 

Pobieramy się w sierpniu, więc zapewnimy naszemu buldożerowi cień, chłodną wodę, odpowiednią ilość jedzenia i opiekuna. Kiedy będzie miał ochotę, będzie mógł uczestniczyć w zabawie albo spędzać czas na drapaniu przez kogoś, kto od stołu nie będzie chciał odejść (a będą takie osoby). 

Jest jeszcze wiele do dopracowania, ale mamy na to sporo czasu! A Wy, chcielibyście, żeby Wasi pupile mogli być z Wami w tym szczególnym dniu?

Poniżej wrzucam kilka uroczych zdjęć z Pinteresta: 







środa, 11 marca 2015

3 propozycje zamiast/obok wiejskiego stołu!

Jesteśmy wegetarianami - mój Narzeczony dłużej, ja krócej. Spieszę już z wyjaśnieniem - nie jemy, brzydko mówiąc, padlinki. Czyli mięsa i ryb. Jemy jajka, pijemy mleko, jemy ser. Nie oznacza to jednak, że nie będzie mięsa na naszym przyjęciu weselnym. Będzie, choćby dlatego, że nikomu nie będziemy wciskać swojej diety. 

Czego jednak nie będzie? Nie będzie tzw. wiejskiego stołu, czyli góry szynki i innych mięs, podawanych z ogórkami, chlebem i smalcem. I płonącego prosiaka też nie będzie. 

Jakie inne atrakcje dla podniebienia można zaproponować gościom? 

1. Stół z sushi - coraz popularniejszy. Nie wiem, jak wygląda cenowo, ale podejrzewam, że dobre sushi może nie być tanie. Ze względu na to, że zawiera często ryby/mięso, warto wcześniej spróbować oferowanych przez daną firmę produktów - sushi musi być świeże, inaczej zatrucie bądź lżejsze sensacje żołądkowe gwarantowane, a to ostatnie, czego sobie życzymy w trakcie bądź po weselu. Biorąc od uwagę to, że większość barów sushi, oferujących również obsługę wesela, ma sushi bezmięsne, będzie to ukłon w stronę wegetarian.

2. Stół z serami - znam wielu miłośników serów. Oprócz serów żółtych i pleśniowych, na stole może być pieczywo, trochę warzyw. Znów, koszt pewnie nie byłby mały, ale jest to ciekawa rzecz - zwłaszcza, jeśli pochodzimy z regionu, dla którego charakterystyczny jest jakiś ser lub mamy rodzinę, która może taki ser przywieźć na przykład z Francji lub Holandii. 

3. Bar sałatkowy - prosty, i prawdopodobnie najtańszy, jeśli organizujemy wesele w sezonie. Wystarczy wystawić warzywa, kilka sosów, ewentualnie kilka gotowych sałatek, po drugiej stronie stołu owoce i - proszę bardzo! - wykarmimy także wegetarian na naszym weselu. W gorących miesiącach będzie to szczególnie przyjemny przerywnik między (zazwyczaj) ciężkimi, gorącymi daniami na weselu. 

O kwestiach transportu i sposobu wystawienia czy przechowywania nie będę pisała - pewnie dla wszystkich opcji są podobne. 

My prawdopodobnie będziemy chcieli mieć połączony bar sałatkowy z kilkoma deskami z serami. A Wy, decydujecie się na wiejski stół? Coś obok, czy zamiast niego? 

Na koniec kilka inspiracji znalezionych na Pintereście: 









(tutaj był autor: Ken Kienow)







Przed wyprawą do salonów sukien ślubnych - skąd wiem, czego chcę?

Ten dzień się zbliża, a Ty nadal nie wiesz, jaką chcesz mieć suknię ślubną, czego szukasz? Postaram się pomóc. Ja wyobrażałam sobie swoją wiele razy - moja wizja tego, jak ma wyglądać nasz ślub zmieniła się wiele razy w ciągu ostatnich lat. Co prawda, przede mną jeszcze pierwsze wizyty w salonach, ale dokładnie wiem, czego szukam, więc krótko opiszę, o czym trzeba pomyśleć, żeby mieć chociaż blade pojęcie, czego się chce. 

1. Kiedy myślisz o ślubie, jak sobie wyobrażasz samą siebie? Jakimi słowami można Ciebie określić  w tym dniu? Nawet, jeśli tego nie wiesz - jakimi słowami chciałabyś być opisana (poza szczęśliwa, uśmiechnięta itd.)? Skup się na tym, co najbardziej chcesz osiągnąć w swoim wyglądzie.
Moje słowa to: zwiewna, lekka, świeża, młoda. Chciałabym, żeby moja suknia była w miarę prosta, ale za to dawała wrażenie lekkości, pewnej ulotności. 
Słowa te wpisują się również w ślub plenerowy. 

2. Czy wiesz, w czym dobrze wyglądasz? Jaki krój podkreśla to, co chcesz pokazać, jednocześnie zakrywając to, czym nie chcesz się chwalić? 
Obecnie w salonach jest już, na szczęście, więcej niż princeska. Zastanów się, jakiej długości suknię chciałabyś mieć - czy ma pokazywać Twoje nogi, czy chcesz sunąć do ślubu w sukni do ziemi? Czy masz szerokie biodra, czy wąskie? Mały czy duży biust? Jesteś drobna, czy wysoka? Co chcesz podkreślić? 
Fajna ściąga, choć nie zawierająca chyba wszystkich możliwych kombinacji, znajduje się w poradniku "Ślub i wesele. Instrukcja obsługi" Anny Lucci, o którym już wcześniej pisałam - znajdziesz tam nie tylko różne kroje i informacje, jakim sylwetkom najbardziej służą, ale także informację, jaki rodzaj dekoltu pasuje do Twoich piersi najlepiej. 

3. Jaką jesteś osobą? Jesteś romantyczna i nieśmiała, czy twardo stąpasz po ziemi? Imprezowa? Osobowości jest tyle, co osób, ale pamiętaj, że w czym będzie się świetnie czuła osoba pewna siebie, niekoniecznie będzie komfortowe dla nieśmiałej dziewczyny. Musisz wybrać suknię, w której będziesz się czuła świetnie i z radością pokażesz się w niej większej liczbie osób, niż narzeczony i mama. Warto się przy tym zastanowić, jaki rodzaj materiału i zdobienia będzie Tobie pasował w Twojej wymarzonej sukni. 

4. Czy suknia, o której myślisz, będzie wygodna? Większość polskich wesel trwa do białego rana, a panna młoda nie może odmówić tańca. W swojej sukni spędzisz całkiem długą noc, więc musisz mieć możliwość w niej siedzieć, tańczyć, czy chociażby pójść do łazienki. Przymierzając suknię, warto się w niej przejść, zobaczyć, jak się zachowuje, kiedy się ruszasz.

5. Budżet. Określ, ile pieniędzy chcesz przeznaczyć na swoją suknię i nie przymierzaj modeli, które wykraczają poza tę kwotę!!! Warto oszczędzić sobie sytuacji, w której będziesz się zastanawiała, czy kupić tę drogą suknię, czy zrezygnować z czegoś w kwestii wesela/ślubu. 

Mam nadzieję, że udało mi się jakoś pomóc. A Wy, co byście dorzuciły do tej listy? Czym kierowałyście się lub będziecie się kierować przy wyborze swoich sukni? 

sobota, 7 marca 2015

Jak będę szukała sukienki ślubnej?

Suknia ślubna często jest przedmiotem największych emocji. Jest to zazwyczaj coś, czego większość gości nie zapomina, i co podkreśla osobowość i urodę panny młodej. Dobieramy do niej bieliznę, buty, fryzurę, biżuterię, strój pana młodego, a ją - do charakteru uroczystości. 

Białe suknie ślubne zawdzięczamy chyba Coco Chanel, już nie pamiętam. Dziś jednak występują we wszystkich kolorach, jakie można sobie wymarzyć - wszystko zależy od osobowości i pomysłowości panny młodej. Dla bardziej tradycyjnych pozostają biel, kość słoniowa i ecru, inne panny młode wybierają pudrowy róż, błękit, a nawet czerń. Poszukiwanie sukni może być piękne, ale często jest - niestety - stresujące, trudne i bardzo nieprzyjemne. O salonach sukien ślubnych pisała niedawno Niepoprawna Panna Młoda. 

Poświęciłam w swoim życiu jeden dzień na wypróbowanie serialu Say yes! to the dress. Efekt? Zorientowałam się, że mam zupełnie inną wizję sukni ślubnej, niż dziewczyny odwiedzające salon i zrezygnowałam z dalszego oglądania. Nie przyszło mi to trudno. 

Ponieważ nasz ślub ma się odbyć w plenerze, w sierpniu, chciałabym, żeby moja suknia ślubna kojarzyła się ze świeżością, lekkością, żeby była zwiewna. Uważam, że w księżniczkowej niepotrzebnie bym się postarzała, chcę mieć raczej zakryte ramiona (mam duże piersi, które coś musi utrzymać i nie chcę, żeby wylały się z sukienki). Jestem raczej wysoka i postawna, więc prawdopodobnie zdecyduję się na suknię empire lub w kształcie A. Skąd to wiem? Czytałam na ten temat na wielu blogach i w jednej książce. Za pewien czas konieczne będzie zastosowanie tej wiedzy w praktyce. 

Co zrobię? Wydrukuję lub ściągnę na telefon zdjęcia sukienek, które mi się podobają i zacznę chodzić po salonach. Prawdopodobnie zabiorę ze sobą narzeczonego, żeby zorientować się, co mu się na mnie podoba, a potem będę chodzić z Mamą i moimi druhnami - A i K (A będzie świadkową). Sprawdzę wtedy skuteczność portalu Twoja Suknia na własnej skórze - zawiera on setki modeli sukienek ślubnych, adresów salonów, wielu projektantów. Przeglądając go dowiedziałam się, że najbardziej podobają mi się sukienki Papilio, Anny Kary i Rosy Clary. Można szukać sukienki po modelu (np. empire, klasyczna, princeska), kolorze, rodzaju dekoltu, producencie. Sprawdzę więc adresy salonów, w których portal informuje, że są podobające mi się suknie, albo że dany salon ma suknie interesującego mnie producenta - i właśnie od tych salonów się wybiorę ze zdjęciami i nazwami poszczególnych modeli. Nie będę się ograniczać tylko do tego, ale reszta wyjdzie pewnie w praniu i spontanicznie na tyle, na ile się da - w wielu salonach trzeba się umówić na przymiarkę. 

Mam jeszcze sporo czasu, dlatego teraz będę się skupiała na oglądaniu ich w internecie i zrzucaniu (w zdrowy sposób) boczków i chociaż części moich masywnych ud. Poniżej zamieszczę kilka zdjęć sukienek, które najbardziej mi się podobają. Wszystkie zdjęcia pochodzą  z portalu Twoja Suknia. 

Jakie są Wasze wymarzone, idealne suknie ślubne? Gdzie będziecie ich szukać?

Suknie ślubne Papilio



Ornella, 2014

Noelia, 2014

Suknie ślubne Anna Kara


Karen, 2015


Summer (?), 2015

I jedna suknia ślubna Rosa Clara, w dwóch kolorach - bieli i pudrowym różu: 

Ursa, 2014

"Ślub i wesele. Instrukcja obsługi" Anny Lucci - recenzja.


O tej książce dowiedziałam się z wpisu Magdy na Zrób Swój Ślub, i kupiłam ją w Świecie Książki (zamawiałam do księgarni, na miejscu nie było; w Empiku i Matrasie nie ma, chyba również nie można zamówić). Nie mogłam się doczekać, kiedy trafi do moich rąk. Dotarła dzisiaj i dzisiaj przeczytałam ją w całości. 

Zanim opowiem Wam o treści, dosłownie kilka słów o oprawie - książka jest kolorowa, lekka i z papieru dobrej jakości. Rozdziały oddzielone są kolorami, zakończone listą rzeczy do zrobienia i wzorami umów z dostawcami poszczególnych usług. Ma miękką okładkę i liczy 200 stron. 

Co do treści, na pewno większość z Was, zwłaszcza Ci, którzy o organizacji ślubu i wesela jeszcze nie mają pojęcia, będzie zachwycona - znajduje się w niej wiele przydatnych porad, kalendarium, wzory umów, ważne pytania. Dla mnie jednak książka była lekkim rozczarowaniem - może dlatego, że o organizacji ślubu i wesela trochę już wiem i czytałam na blogach wymienionych tutaj oraz przegrzebywałam w poszukiwaniu cennych informacji bezdenne czeluści Internetu już od jakiegoś czasu. Owszem, dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, inne sobie odświeżyłam, ale odpowiedzi na moje pytania ten poradnik - niestety - nie zawiera. Na przykład: co zrobić, jeśli rodzice młodych są rozwiedzeni i mają nowych partnerów, a nawet dzieci z kolejnych związków? Albo co może być podziękowaniem dla rodziców oprócz wycieczki, na którą nie wszystkich stać? 

Książka ma pomocne kalendarium, zawiera porady na temat wyboru sukienki i zapraszania gości na wesele, zaproszeń, usadzenia gości, pierwszej piosenki. Moim zdaniem zawiera jednak dość ogólne informacje. Polecam ją wszystkim raczkującym w temacie wesel - bo z pewnością od czegoś trzeba zacząć, a jest ona przystępna, pisana pogodnym tonem i podstawy objaśnia świetnie. Dla bardziej zaawansowanych nie będzie jednak wystarczającym źródłem informacji. 



czwartek, 5 marca 2015

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ślub cywilny?

Wiele słyszy się mitów o ślubie cywilnym. Aż do wczoraj nie napotkałam jednak o nim żadnej sensownej notki, kiedy Magda z Zrób Swój Ślub zamieściła posta 5 mitów o ślubie cywilnym. Warto go przeczytać, jeśli jeszcze nie wiecie, na jaką ceremonię chcecie się zdecydować. 

My już od początku wiedzieliśmy, że będziemy mieć ślub cywilny. Jeszcze nawet nie byliśmy zaręczeni - teraz tylko się to umocniło, choć babcia mojego Narzeczonego wciąż próbuje nas przekonać do ślubu kościelnego. Dlaczego nie? 

Po pierwsze dlatego, że jesteśmy osobami niewierzącymi. Jeśli nie przemawia do kogoś to, że taki ślub zwyczajnie by nam z tego powodu nie odpowiadał, bo uważamy to za hipokryzję, to warto zastanowić się nad tym, że można to uznać za bluźnierstwo i brak szacunku do religii katolickiej, który to jest w Polsce szeroko, często i głośno piętnowany. 

Po drugie, nigdy żadne z nas o takim ślubie nie marzyło - zwyczajnie nie znajdował się w naszej sferze marzeń i tyle.

Po trzecie, ceremonia cywilna jest krótsza - a dla mnie jest to ważny argument. Nawet jako osoba na wpół wierząca ciężko znosiłam długie msze. Wiem, że istnieje prawdopodobnie możliwość skróconej ceremonii ślubu kościelnego, ale to z kolei mogłoby się spotkać z dezaprobatą rodziny - bo skoro już kościelny, to przecież msza powinna być! 

Oczywiście, istnieje możliwość spersonalizowania zarówno ślubu cywilnego, jak i kościelnego. Dla osób wierzących ślub kościelny musi być wspaniałym, wręcz mistycznym przeżyciem... My jednak pozostajemy przy ceremonii państwowej, urzędowej. Biorąc pod uwagę zmiany, które weszły w życie 1. marca, jeszcze chętniej wybierzemy urzędnika zamiast księdza - nie będzie trzeba brać ślubu w USC. Nie wiem, jak dokładnie rysują się koszta ślubu kościelnego ("co łaska", dekoracja kościoła i inne sprawy), ale wydaje mi się, że nadal 1000 zł dla USC (za ślub poza urzędem) może być porównywalną lub nawet niższą ceną. 

A Wy? Czy zdecydowalibyście się na ślub kościelny czy cywilny? Co sądzicie o ślubie kościelnym w sytuacji, gdy ma to stworzyć jedynie pewne pozory lub oprawę uroczystości? 

Blogi ślubne - bardzo krótkie zestawienie, z którym warto się zapoznać, jeśli planujecie ślub

Pisałam niedawno o tym, dlaczego warto czytać blogi ślubne. Pora więc na zestawienie blogów, które przekonały mnie do swoich treści, i które często odwiedzam w poszukiwaniu informacji i inspiracji. 

1. Zrób Swój Ślub - jak zorganizować ślub i wesele po swojemu
Prowadzą go  Magda i Maciek, którzy "tak" powiedzieli sobie w czerwcu ubiegłego roku. Para pozytywnie zakręcona i chętnie dzieląca się swoim doświadczeniem z raczkującymi jeszcze w tych tematach osobami.
Co zawiera blog? Przede wszystkim mnóstwo skonkretyzowanych informacji, jednak przedstawionych w pogodny, często zabawny sposób. Magda i Maciek nie owijają w bawełnę, i co najważniejsze - oboje prowadzą bloga. Bardzo ciekawie czyta się o ślubie także z punktu widzenia mężczyzny :). Oprócz informacji na temat organizacji finansowej (seria postów Ile kosztuje wesele?), jest wiele notek inspirujących czytelników do sprawienia, że ich ślub będzie naprawdę wyjątkowy, sposobów na zabawienie gości czy obniżenie kosztów wesela bez obniżenia jego jakości. Gorąco polecam! 

2. Niepoprawna Panna Młoda
O ile Magda i Maciek piszą o swoim ślubie już z perspektywy jakiegoś czasu, Niepoprawna Panna Młoda jest jeszcze w okresie przygotowań i oczekiwania, co daje wgląd w bieżącą sytuację i uczucia. Znajdziecie tutaj wiele cennych przemyśleń także na tematy około ślubne, związane ze związkiem samym w sobie, Niepoprawna Panna Młoda to świeżość. Uświadomienie ludziom, że nie wszystkie panny młode są takie same, a oryginalność to fajna sprawa. Czasami na poważnie, czasami z przymrużeniem oka. Ale wyjątkowo. Chyba nie ma tematu, którego nie poruszyła! 


Jest to krótkie zestawienie, ale oba blogi odwiedzam w miarę regularnie, jeśli czas mi na to pozwala. Oprócz nich wchodzę, oczywiście, na strony wedding plannerów, firm, na portale,  a nawet inne blogi, które odwiedzam góra raz, dwa razy. Jakie blogi Wy odwiedzacie regularnie i dlaczego? :) 

PS -
Linki skierują Was tylko do jednego tekstu w danym temacie. Warto samemu wszystko przejrzeć i zadecydować, co się przyda. Powyższe blogi są stronami, których autorów nie znam osobiście, ale na których to stronach znalazłam informacje, które pomogą mi w organizacji naszego wesela :). 

środa, 4 marca 2015

Ustalając datę ślubu - pięć ważnych czynników, które przyszły mi na myśl

Już po zaręczynach, emocje powoli opadają. Często na przyjęciu zaręczynowym albo przy okazji pierwszego spotkania po zaręczynach z danymi członkami rodziny (ze względu na ponad 240 km odległość między naszymi domami rodzinnymi nie mieliśmy przyjęcia zaręczynowego) padają pytania na temat Waszej przyszłości. Czasami jest to bardzo duża liczba, czasami i kilka konkretnych pytań potrafi doprowadzić świeżo upieczonych narzeczonych do szału. Nas ominął ten etap, ponieważ byliśmy razem już tak długo, że zdążyliśmy wszystko omówić - czy chcemy dzieci, gdzie chcemy mieszkać, kiedy zamieszkamy razem i kiedy ślub.

Jeśli jesteście typami osób, które lubią mieć wszystko zaplanowane, pewnie już macie pomysł, co i jak. Być może wiecie nawet, od czego zacząć i natychmiast zabieracie się do pracy - fantastycznie! Nie ma nic lepszego, niż wiedza, czego się chce i możliwość osiągnięcia tego.

Jeśli jednak nie wiecie jeszcze, kiedy chcecie się pobrać i nie rozmawialiście na ten temat - nie ma pośpiechu, ale jest to dobra okazja, żeby zacząć. 

Warto dać sobie pewien czas na przemyślenie, czego chcemy, ponieważ na wybór daty ślubu wpływ ma wiele czynników. 

Po pierwsze, czy planujecie niewielką ceremonię w gronie tylko najbliższych osób, czy jednak marzycie o większym weselu - im więcej gości, tym więcej szczegółów domaga się ustalenia, więcej osób należy powiadomić i zaprosić oraz prawdopodobnie będą na to potrzebne większe fundusze. 

Po drugie, wiele par decyduje się najpierw na wspólne zamieszkanie, i jeśli to się sprawdzi - dopiero wyznaczają datę ślubu. Moim zdaniem jest to całkiem niezły pomysł - macie szansę się jeszcze lepiej poznać, dopasować do siebie i przekonać, że oto dokonaliście najlepszego możliwego wyboru!.. Albo nie. Wtedy też trzeba się zastanowić, co dalej. Załóżmy jednak optymistyczny scenariusz. 

Spotkałam się z poglądem, że wspólne mieszkanie przed ślubem opóźnia lub nawet pozostawia w sferze marzeń sam ślub - bo przecież czym innym jest małżeństwo, jak nie wspólnym mieszkaniem (między innymi). Rzekomo skoro narzeczeni mają siebie nawzajem, ale niekoniecznie poczuwają się do wszystkich obowiązków, które podobno są konieczne w małżeństwie i nie uznają ich za swoje obowiązki, żyje im się za dobrze, żeby coś zmieniać. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale odkładam na bok wszelkie światopoglądy i przekonania - każdy człowiek jest inny, zatem każda para będzie inna i ma prawo do własnych decyzji. O wspólnym mieszkaniu przed ślubem będzie zatem innym razem. 

Po trzecie, lokalizacja. Jeśli macie zamiar pobrać się i świętować w budynku, to pora roku ma mniejsze znaczenie. Jednak chcąc przeżywać te jedyne w swoim rodzaju wydarzenia chociaż trochę na świeżym powietrzu, prawdopodobnie wybierzecie cieplejszą porę roku. Oczywiście, znajdą się tacy, których zachwyci zimowy plener i mimo siarczystego mrozu (który nas w tym roku nie zaszczycił swoją obecnością) zorganizują część uroczystości na zewnątrz. 

Po czwarte, własne upodobania. Ja zawsze wolałam ciepłe pory roku, a moim marzeniem jest ślub plenerowy, co dzięki nowym przepisom jest możliwe. Od 1. marca możemy pobrać się poza budynkiem Urzędu Stanu Cywilnego. Wiąże się to z dodatkowym kosztem 1000 zł. Nie wiem, jakie stanowisko mają w tej kwestii władze kościelne, ponieważ taka ceremonia nigdy nas nie interesowała. Podejrzewam jednak, że ze względu na urok wielu świątyń ślub plenerowy kościelny będzie trochę rzadszy. 

Po piąte, realne możliwości finansowe i organizacyjne oraz wydarzenia rodzinne (inne wesele w rodzinie, chrzciny czy inne ważne okazje, które ze swojej natury wolą być celebrowane osobno). Jeśli na ślub zbieracie fundusze sami, możecie potrzebować trochę więcej czasu, aż dojdziecie do pełnej kwoty. Przy pomocy rodziców i reszty rodziny zazwyczaj również nie jest tak, że pieniądze są dostępne natychmiast i bezwarunkowo.
Trzeba również pamiętać o sprawach organizacyjnych - znalezieniu i zarezerwowaniu sali (półtora roku przed planowaną datą mamy termin piątkowy, ponieważ nie było sobotnich, a nie odpowiada nam żadne inne miejsce), terminu w kościele czy w urzędzie, a wreszcie - czasu swoich gości, którzy mogą mieć plany wakacyjne już kilka miesięcy wcześniej i nie chcą rezygnować z jednego urlopu w roku... nie oznacza to, oczywiście, że musimy wszystkich zadowolić i do wszystkich się dostosować, ale że odpowiednio wcześnie powinniśmy najważniejsze osoby poinformować o ustalonej dacie ślubu. My, mając rodzinę w Holandii, już poinformowaliśmy ją o naszych planach matrymonialnych, ponieważ wizyta w Polsce wiąże się nie tylko z nakładem finansowym, ale i z wcześniejszym zorganizowaniem całej wyprawy.

Z pewnością nie wymieniłam wszystkiego - nie sposób zawrzeć tylu informacji w raczej krótkim tekście, a o części mogłam zapomnieć, albo nawet nie pomyśleć! :) Jeśli coś Wam przyjdzie do głowy, piszcie w komentarzach :). 

wtorek, 3 marca 2015

Dlaczego warto czytać blogi ślubne?

Kiedyś wydawało mi się to stratą czasu. Bo po co czytać o tym, jak ktoś obcy organizuje sobie ślub? Przecież nikogo nie będę sprawdzać - każdy ma prawo robić, co chce i mnie przecież nic do tego... Szerokim łukiem omijałam również wszelkie show ślubne w typie Say yes! to the dress z udziałem jakże uroczych panien i wcale nie mniej uroczych prezenterów...

Ale nie oznacza to, że o ślubie samym w sobie nie marzyłam. Te moje wynurzenia były jednak trochę mało sprecyzowane, mgliste, zmieniały się dość często. Jesteśmy razem ponad cztery lata. Zaręczyliśmy się ponad rok temu, mieszkamy razem - dziewięć miesięcy. Dla niektórych - niewiele. Inni wiedzą, że to sporo czasu na omówienie wielu rzeczy odnośnie wspólnej przyszłości i tego, jaka ma być. Czasami wydaje się nam, że już wszystko wiemy. Że w temacie wspólnej przyszłości nie ma już nic do powiedzenia - przecież ustaliliśmy, że chcemy mieć dzieci, ile, jakie imiona nam się podobają, gdzie chcemy mieszkać, co dla nas w życiu ważne... a jednak ten dzień, który ukoronuje nasz dotychczasowy związek i wprowadzi nas w nowy etap wspólnego życia był traktowany trochę po macoszemu. 

Dlaczego? Bo codzienność nie składa się zazwyczaj z rozmów o ślubie, nawet, jeśli jest się już razem kupę czasu. Bo były inne sprawy, a przecież to nie jest coś, co można zaplanować ot, tak, na szybko, w dwa dni. Oczywiście, są tacy ludzie i na pewno nie zmieniliby w swojej uroczystości nic. Ale dla mnie, dla mnie ślub jest w jakiś sposób szczególny, można powiedzieć święty. Oto dwoje ludzi chce... rozliczać się razem z podatku :). 

Żartuję. Ale czasami to też jest powód. Dla mnie to jest świętowanie miłości, oddania. I nie chciałabym robić tego zupełnie bezmyślnie. Sporo osób z naszego otoczenia bardzo nam się dziwi - bo jak to, ateiści, ślub cywilny, i co tu świętować? Państwowa ceremonia jest traktowana jako kiepski zamiennik ślubu kościelnego, konkordatowego. Być może dlatego, że dotąd musiała się odbywać w urzędzie? Bo jest krótsza? Nie wiem. Ale uważam, że każdy ślub, niezależnie od formy, ma prawo być wyjątkowym dniem nie tylko dla młodych, ale i dla ich bliskich. 

I ta postawa chęci dzielenia się naszym szczęściem z innymi, wzięła się właśnie z czytania blogów ślubnych... Bo wcześniej dałabym wiele, żebyśmy byli tylko my i świadkowie. Ale z tych relacji z przygotowań, czy już z samych ślubów, płynie tyle radosnego doświadczenia, tyle gawędzenia z przymrużeniem oka o szczególikach i niuansach, ile nie usłyszy się w ciągu jednej rozmowy. Jasne, czyjeś doświadczenie na żywo pewnie jest najlepsze - nie wiem, w naszym pokoleniu to będzie dopiero drugi ślub. Ale do bloga można sobie usiąść, wybrać, co nas najbardziej interesuje, zaczytać się. Wielu rzeczy nie dowiemy się w rozmowie - bo o szczegółach czasami łatwo zapomnieć, a nie wszyscy chcą chwalić się, ile na ślub wydali i ile było załatwiania. 

To z blogów dowiedziałam się o dekoracjach kwiatowych, o stronie, z której będziemy zamawiać zaproszenia, o tym, że spójność zaproszeń i winietek to nie wszystko, bo ślub i wesele mogą mieć motyw przewodni obecny nie tylko na papierze, ale też na sali. Że nie warto rezygnować z filmu ze ślubu, i że jednak nie chcę samego obiadu dla gości, może jednak skuszę się na pierwszy taniec i jakieś atrakcje, choć nadal odległe od polskich tradycji... 

Warto czytać blogi ślubne - nawet, jeśli nie dla trendów czy dobrych rad, to po to, żeby dowiedzieć się o czyjejś radości. Poprawić sobie nastrój, nastawić się na to, co nas czeka. Za rok, w sierpniu, to my będziemy się pobierać...