Jesteśmy zaręczeni od grudnia 2013. roku. To oznacza, że to nasza druga wspólna Wielkanoc (jako narzeczonych). To prawda, jesteśmy ateistami, jednak ponieważ nasze rodziny te święta obchodzą, to bierzemy w nich udział - żeby zrobić bliskim przyjemność i spędzić z nimi trochę czasu.
Jako że PM nie jest wielkim fanem świąt, dwa lata temu na Wielkanoc zwyczajnie nie pojechał, a w zeszłym roku śniadanie wielkanocne jedliśmy z moją rodziną. Po śniadaniu - żeby też nie wprowadzać rodziny w konsternację (bo co zjedzą wegetarianie na obiad świąteczny?!) - pojechaliśmy do Warszawy, gdzie wówczas PM mieszkał i spędziliśmy kilka uroczych dni na braku świętowania i odpoczęliśmy przed powrotem do obowiązków. W tym roku mieszkamy już razem i święta będą nieco inne.
Śniadanie wielkanocne, już chyba tradycyjnie - będzie u moich Dziadków. Potem przyjadą rodzice PM i jego siostra, więc świąteczny obiad jest na nas... Nie trudno się domyślić, że przygotowania rozpoczęliśmy dużo wcześniej - od wojny z piekarnikiem.
Nie wiem, gdzie zobaczyłam po raz pierwszy sernik nowojorski. Nie pamiętam nawet, czego szukałam. Ale spodobały mi się zdjęcia na blogach i postanowiłam zamienić je na czyny, żeby przed Wielkanocą poćwiczyć sernik, którym będę raczyła nasze rodziny. Wybrałam przepis stąd, dopasowałam go jednak do mojej małej foremki o średnicy 18 cm i do naszych możliwości finansowych (serki Philadephia są dość drogie).
Ostatecznie, przepis trzeba było dopasować jeszcze bardziej, niż na początku sądziliśmy - zwłaszcza, że jak w kuchni pracują dwie osoby, to dużo szybciej idzie :).
Nasze proporcje:
2 serki Philadephia, resztę stanowiły serki Twój Smak
ok. 150 g ciastek Belvita
przynajmniej 60g masła
śmietana 22% Piątnicy (do sałatek)
130g cukru
2 jajka
1/2 łyżki esencji waniliowej
1/2 łyżki mąki
Z wyłożeniem formy papierem do pieczenia były problemy i myślę, że tortownica była kiepskim pomysłem - w trakcie pieczenia masło wylało się na dno piekarnika i zadymiło nam całe mieszkanie. Aż oczy piekły! Ze względu na bardzo kiepski piekarnik w tym mieszkaniu właśnie, sernik musiał się piec około 1 godziny i 40 minut. Kiedy wystygł, nocował w lodówce. Rano jedliśmy go z sosem ze zmiksowanych mrożonych truskawek. Zdjęcie udało mi się zrobić jednemu z ostatnich kawałków dopiero wieczorem i wyglądał tak:
Zdjęcie nie jest najlepsze, ale daje jakiś pogląd na efekt końcowy :).
Następnym razem z pewnością wybierzemy foremkę bez jakichkolwiek przerw i zrobimy mniejszą, mniej słodką masę serową.
A Wy, jak spędzacie Wielkanoc? Gotujecie razem? :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz