środa, 18 marca 2015

W zdrowiu i w chorobie...

Przygotowując się do ślubu, pary młode zazwyczaj myślą najmniej o tym, do czego się zobowiązują względem siebie. Jest tak wiele do zrobienia, przygotowania, zorganizowania, o tak wielu szczegółach trzeba pamiętać, jednocześnie ogarniając całość... Przyrzekamy sobie opiekować się sobą wzajemnie, działać na rzecz tego, żeby małżeństwo było szczęśliwe... Początkowo myślałam o tym, że po wpisie o przysiędze na Zrób Swój Ślub, nie będę poruszała tego tematu - Maciek tak zgrabnie wszystko opisał, że co bym miała dodać? Jeśli już czytaliście mojego bloga, wiecie, że jakiś czas temu zachorowałam na krztusiec. Myśleliśmy, że po kilku tygodniach leżenia i leczenia, w końcu będę mogła wstać i powoli wracać do normalnego rytmu, radośnie wdrażać się w swoje obowiązki (tak, jest to coś, co sprawia mi radość - dobrze wykonana praca, niezależnie od tego, czy jest to zrobienie kanapki, sernika, posprzątanie, czy są to moje obowiązki na studiach). Myliliśmy się - z powodu bólu nie byłam dzisiaj w stanie wstać z łóżka. I dlatego będzie o przysiędze - o tym, że obiecujemy sobie nawzajem być razem na dobre i na złe. 

Nie sądzę, że wiele par młodych w okresie przygotowań myśli o chorobie, bo nieczęsto poważniejsze dolegliwości dotykają młodych, zdrowych ludzi. Kiedy zaczyna się choroba, wtedy właśnie bardzo komplikuje się życie - jeśli choroba trwa krótko i nie jest poważna, zazwyczaj niewiele zmienia. U nas był to półtoramiesięczny okres, kiedy raz czułam się lepiej, raz gorzej - jednego dnia byłam w stanie spokojnie zrobić obiad, a następnego trudno mi było nawet jeść. Prawidłowa diagnoza padła dopiero w czwartym tygodniu choroby - krztusiec jest wyjątkowo trudny do wykrycia, ponieważ objawy tej choroby są charakterystyczne również dla kilku innych, od wielu lat bardziej popularnych chorób. Jednak odkąd panuje trend na nieszczepienie dzieci, możemy się spodziewać wszystkiego - łącznie z tym, że może nas dopaść krztusiec lub odra, jeśli akurat Wasza odporność nie lubi szczepień lub nie mieliście dawki przypominającej, kiedy powinniście ją mieć (mowa o szczepieniu na krztusiec). Oczywiście, w porównaniu z wieloma schorzeniami krztusiec u młodej osoby to małe piwo, jednak zostawia swój ślad na kilka lat - na przykład w postaci suchego, duszącego i bardzo wyczerpującego kaszlu, który przez około 5 lat po chorobie może nawracać przy każdej infekcji, a już na pewno powraca przy paleniu papierosów. Więcej możecie doczytać w Internecie (choć zazwyczaj uważam, że lepiej zasięgnąć opinii lekarza, jest kilka stron, które dają całkiem niezłe wyobrażenie o tym choróbsku). 

Można to potraktować jako okres próby. Jeśli Twoja druga połowa przez kilka tygodni prawie nie wstaje z łóżka, kaszle tak, że może uszkodzić swoje żebra i pluje, nie jest to komfortowa sytuacja, mówiąc delikatnie. Nie łączy nas jeszcze węzeł małżeński, o którym się mówi, że mobilizuje ludzi do wielu rzeczy, jednak muszę przyznać, że jestem pewna, że mój PM (Przyszły Mąż) wie, co oznacza na dobre i na złe, kiedy mówi mi, że będzie ze mną zawsze i niezależnie od okoliczności... W naszym wieku tak ciężkie przechodzenie choroby jest rzadkością. Słyszałam o wielu sytuacjach, kiedy ludzie opuszczali drugie z powodu choroby, ale też o jednakowej lub nawet większej liczbie przypadków, kiedy zostawali i więź umacniała się. 

Chora osoba potrzebuje wsparcia. Nie tylko ciepłych życzeń powrotu do zdrowia, choć i te są mile widziane, ale faktycznej pomocy. Czasami nawet opieki... To bardzo okrutny test, który serwuje nam nasze życie. Jeśli choroba jest długa i ciężka w przebiegu, w pewnym sensie przeżywa ją całe otoczenie chorego

Prawdopodobnie będziecie sobie składać przysięgę w zdrowiu (oby tak było!). Być może (i tego Wam życzę) tego typu przykre sytuacje nigdy nie będą miały miejsca w Waszym małżeństwie i spokojnie dożyjecie razem późnej starości. Pamiętajcie jednak, że ta przysięga wiąże zawsze, dopóki jesteście razem, bez zmian. Że związek to poświęcenie jakiejś części siebie - na przykład czasu, który można przecież wykorzystać na coś innego - żeby być z kimś, być lepszą wersją samego siebie. 

Wiem, że ten wpis jest trochę ponury, ale moim zdaniem - konieczny. Nikt nie chce być chory. Nawet w chorobie Wasza druga połowa pozostaje tym samym człowiekiem, którego tak bardzo kochacie - mimo, że od dwóch tygodni wszystko jest na Waszej głowie i sami już czujecie się okropnie od samego okropnego nastroju unoszącego się w powietrzu. Nawet, jeśli narzeka, nie chce jeść, lub czasami czegoś po sobie nie sprzątnie, wracając do łóżka. Mój PM zdał ten egzamin. A Wy? 

2 komentarze: